2013-09-13
6 dzień
Ciekawie wyglądają obrane ze skóry płaszczki, którym wycina
się skrzela i upodobniają się do jakichś nietoperzy (trochę bardziej rzecz
jasna krwawych i rozpłaszczonych).
Tym razem poszliśmy krok dalej i kupiliśmy żabnicę, paskudną
ropuchopodobną z wielką uzębioną paszczą. Nie wiem czemu na stołach leżały one
z rozciętymi brzuchami, z których prawie wypływały wnętrzności, może wcześniej
wycinają z nich jakieś wybitnie niezdrowe części.
Na
żabnicę mieliśmy ochotę już od dawna, ale w W-wie mają ją chyba tylko w
Osterii, gdzie ceny oscylują w granicach 300-1000 zł za dwuosobowy posiłek, a
wygrana w totka ciągle dopiero w dalszej perspektywie. Z kolei tutaj
spotykaliśmy dotychczas tylko wielkie okazy, na oko co najmniej pięciokilowe,
co przy cenie około 15 euro za kilogram też trochę już robi. Więc jak
zobaczyliśmy, że tutaj mają i mniejsze „tamborile” to stwierdziliśmy, że
lepszej okazji może nie być, 9 € /kg . Wyszło jakieś kilo, sprawili ją na
miejscu, nie odrzucając m.in. łba i czegoś co przypominało nerki.
Oto filmik z tej operacji, ale jako że "oprawca" cały czas zasłaniał mi widok to wyciąłem cały początek, za to widać dobrze samą żabnicę :
http://www.youtube.com/watch?v=X5etUA2sDkk&feature=youtu.be
(na razie tylko link, potem poprawię)
Te resztki wrzuciliśmy do zamrażalnika na poczet przyszłej zupy rybnej, ale nerki daliśmy kotu, może to i jakiś przysmak ale jeszcze nie tym razem.
Oto filmik z tej operacji, ale jako że "oprawca" cały czas zasłaniał mi widok to wyciąłem cały początek, za to widać dobrze samą żabnicę :
http://www.youtube.com/watch?v=X5etUA2sDkk&feature=youtu.be
(na razie tylko link, potem poprawię)
Te resztki wrzuciliśmy do zamrażalnika na poczet przyszłej zupy rybnej, ale nerki daliśmy kotu, może to i jakiś przysmak ale jeszcze nie tym razem.
Samą
żabnicę już po upieczeniu przez mojego masterchefa można określić jako ciekawą.
W
konsystencji trochę jak przegrzebki, zwarta i taka można powiedzieć sprężysta.
Niezła w smaku ale jak ktoś lubi smak smażonej rybki z patelni to nie ten
kierunek.
Dorzuciliśmy
jeszcze kilo sardynek, żeby je zgodnie z tutejszym obyczajem zgrilować ( 3 €
/kg) oraz z nowości bataty i mango.
Bataty
– wg mnie porażka. Zbyt słodkie, zbyt suche i bez smaku. Może jakoś inaczej
trzeba je zrobić niż zapiekając, ale wolę zwykłe ziemniaki.
Poranek
zwieńczyła kawka w porcie, w jednej z
rozlicznych knajpek, gdzie nawet ja zaniżałem średnią wieku, bo ludzi pełno ale
wszyscy już „w sile wieku”.
Cel
na ten dzień był inny, ale zakup ryb pokrzyżował plany, baliśmy się, że po
całym dniu leżenia w upale w samochodzie ryby stracą walory, więc zawinęliśmy
się z powrotem do domu i resztę dnia zalegaliśmy przysypiając przy campingowym
basenie. Nuda panie.

