2013.09.10
3 dzień
Rano po obudzeniu po pustym miejscu obok zorientowałem się
nie bez pewnej trudności, że nadszedł czas wakacyjnego szaleństwa dla
sportsmenów , czyli poranne bieganie… więc poszedłem dalej spać.
Uwaga:
Zbyt dużo czasu idzie
na szczegółowe rozpisywanie się co gdzie po co i dlaczego, więc będę tylko
odnotowywał w krótkich żołnierskich punktach, oprócz tego jako że głównym
punktem dnia jest zasmażka na plaży to i pisać nie bardzo jest o czym.
Rano po śniadanku rytualny skok na targ rybny w Quarteirze,
który z przykrością stwierdzam jest mniejszy i mniej urozmaicony niż ten w
Cascais (patrz Portugalia 2012 , która nie została opisana :/), za to odbywa
się częściej bo nie 2 razy w tygodniu a codziennie.
Nie ustaliliśmy jeszcze żadnego ulubionego sprzedawcy, więc
szwendaliśmy się oglądając te wszystkie pyszności, aż w końcu jakiś bardziej
agresywny marketingowo rybak namówił nas na halibuta. No i teraz mamy zagwozdkę, bo to co kroił to
było jakieś wielkie bydlę, bardziej przypominające tuńczyka albo miecznika, niż
halibuta, który jest bardziej płaski, a po wyguglowaniu pewność urosła do 100%
że to halibut nie był.
Żałuję, że zdjęcia nie zrobiłem.
W każdym razie ponad pół kilo tego było (a był to ledwie
jeden dzwonek, NIE ŻADNE „DZWONKO”, wiem że Tytus Karpowicz twierdzi w swoim słowniku inaczej, ale nie lubimy się) , kosztowało 26e/kg, więc też jakoś do
najtańszych nie należało, upichcone w
piekarniku smakowało świetnie.
Obowiązkowe zaliczenie plażowania na plaży Praia do
Quarteira, do której z campingu jest najbliżej (na piechotę jakieś 800 metrów ) i która
jakoś nie powala, bo znajduje się jak dla mnie zbyt blisko osiedli mieszkalnych
co oznacza, że więcej tu ludzi. A my/ja aspołeczni jesteśmy i ludzi nie lubimy,
żebym jeszcze miał jakiś kaloryfer do pokazywania , a nie wybrzuszenia i cerę
młynarza to może.
Po wypiciu na plaży ciepłego piwa i powrocie wyjechaliśmy z
zamiarem nadgryzienia Faro, ale nie udało się. Zobaczyliśmy po drodze Jumbo
(tak się tu nazywa Auchan) i utknęliśmy w okolicznym centrum handlowym na 2
godziny.
Pożytek taki, że kartę do internetu kupiłem (Vodafone,
reklamuję i zachwalam), naładowaną do 1GB, za całe 15euro, co kładzie na obie
łopatki ofertę rodzimego pomarańczowego operatora na poziomie 100 zł/100 MB . No
trudno, naciągnąłem Agorę, ale przecież nieświadomie, właściwie to Dzięgla
wina, któren mnie na to namówił ! :)
Ciekawostka jeszcze taka, że u nich na hali , już w samym Auchan, obok pieczywa jest zawsze miejsce gdzie można zamówić kawkę z ekspresu, ewentualnie jakieś ciasteczko a nawet piwko, czy coś co tam akurat mają do jedzenia przyrządzone i spożyć to a potem dalej robić zakupy. I za taką kawę płaci się poniżej jednego euro, czyli kilka razy taniej niż ta sama kawa w jakiejś knajpie na mieście. Zresztą takiego zagęszczenia kafejek z porządnym ekspresem gdzie można wypić smaczną kawę nie widziałem wcześniej nigdzie indziej.
Ciekawostka jeszcze taka, że u nich na hali , już w samym Auchan, obok pieczywa jest zawsze miejsce gdzie można zamówić kawkę z ekspresu, ewentualnie jakieś ciasteczko a nawet piwko, czy coś co tam akurat mają do jedzenia przyrządzone i spożyć to a potem dalej robić zakupy. I za taką kawę płaci się poniżej jednego euro, czyli kilka razy taniej niż ta sama kawa w jakiejś knajpie na mieście. Zresztą takiego zagęszczenia kafejek z porządnym ekspresem gdzie można wypić smaczną kawę nie widziałem wcześniej nigdzie indziej.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz